Ale od jakiegoś czasu chce trochę napisać o nas kobietach.
Ogólnie (i nie dyskutować tu proszę ze mną), to wszystkie jesteśmy mocno zajebiste.
No chyba, że któraś nie jest solidarna z naszym żeńskim plemieniem i podbiera partnera tej, która upolowała sobie go wcześniej.
A feee.
Jesteśmy wspaniałe w całej swojej okazałości i tak skomplikowane, że same siebie nie rozumiemy.
Potrafimy każdą myśl w mózgu przeprać jak bęben od pralki skarpetkę, a w okresie PMSu, wszystko wirujemy w głowie z zawrotną prędkością.
Jesteśmy tak różne i kolorowe, że to jest w tym wszystkim najlepsze.
Jednej ciało przyjmuje tylko kolor różowy.
Ale ona tak czuje, a nam nic to do tego.
Druga sypie sobie róż ale w innym wydaniu na policzki i wyskubuje mocno brwi po czym wygląda jakby przez całe życie była mocno zdziwiona.
Potrafimy z porannej zmory zrobić z siebie zmysłową dziewoje i to wszystko w 308 sekund.
Ogólnie to potrafimy wszystko.
Lepiej lub gorzej.
Jak trzeba to tyłki spinamy i na szczyty doskonałej organizacji potrafimy się wspiąć.
Te które osiągają inny poziom samodyscypliny to w korku ziemniaki na obiad nawet są w stanie obrać.
I jak tu nas nie kochać?
Tylko same siebie na wzajem już chyba nie do końca.
Ja nie wiem tylko co nam w głowie trochę się poprzewracało.
Ale mam wrażenie, że płeć żeńska nie trzyma się tak mocno ze sobą razem.
Czytam lub słyszę, że kobieta to się z drugą kobietą dogadać nie może, że ona to tylko z facetami.
No cholera jasna, ja rozumiem wiele ale facet nie zrozumie we wszystkim drugiej baby.
W jego jajkach nie płyną estrogeny, progesterony i inne hormony ocipiające nasz umysł i ciało.
Jak kobieta ma płaczliwe wieczory to chłop nie utuli, to wtedy tylko druga baba jak z winem odwiedzi w domu i z solidarności też ryczeć będzie to taka terapia może tylko przynieś pożądane efekty.
Wszystkie jesteśmy zdolne, piękne oraz zgrabne.
Zawsze jedna coś ma ale czegoś jej brakuje.
Czyli śpiewa dobrze ale dupy nie ma.
Druga gotować nie umie ale kasa jej się w rękach mnoży.
Ja bardzo lubię babskie spotkania. My mamy bardzo mocne poczucie humoru.
No jak te spotkania zawsze są obfite w przeżycia.
Chociaż trochę mam wrażenie, że podrętwiałyśmy.
Albo czas nas sparaliżował.
A jak już matką się stajemy to istne drewno z nas bywa.
No kurna.
Spina wtedy niepotrzebna,
Bo się porównujemy.
Bez sensu z resztą.
A bo ja to jestem bardziej zapracowana od Zośki, bo tamta nie pracuje tylko dziecko na głowie ma.
Albo, że Kaśka to ma czas na siłownie, bo domowych obiadów nie gotuje i pomoc od rodziców cały czas dostaje itp.
I Maryśka to niezła dupa może i jest ale niech ona najpierw dwie ciąże przenosi, porody przeżyje i pokarmi tymi obfitymi cyckami z rok czasu to wtedy pogadamy.
Prześcigamy się, której to ciężej i która to ma mniej czasu.
A po co, każda ma inne umiejętności i różnie sobie ze wszystkim radzi.
A każda ma chwilę luźniejsze i zapiernicz.
Nawet ta która nie ma rodziny.
Nie możemy być we wszystkim dobre.
Przynajmniej nie w czasach gdy doba trwa tylko 24 godz.
Jeżeli świadomie decydujemy się, że poświęcamy się czy to rodzinie, pracy czy tym żeby być "bjuti" albo próbujemy łączyć jakieś dwa aspekty wiedząc, że inne uciekają nam gdzieś z boku.
To nie puszczajmy jadu do tych, które zdecydowały inaczej albo los zdecydował za nie.
Niech epidemia zajebistości się w nas rozrasta i pozwala nam sięgać gwiazd.
Bo każda ma inną wizję na siebie.
Najlepszą.
Pozdrawiam Was :*
