Sumienie.
To ono mnie tutaj przytargało na mojego archaicznego bloga,
bo dla krótkiego wyjaśnienia moja abstynencja tutaj była spowodowana wieloma
czynnikami. Trochę brakiem czasu ale bardziej chyba tym, że nie składały mi się
palce na klawiaturze.
Ale, że przybyło mi przez ten czas dziecko w sztukach
jeden to musiałam to tutaj obwieścić. Bo gryzę paznokcie ze strachu, że przyjdzie
taki dzień, że moja córa przyjdzie do mnie i oskarży mnie, że jej przybycie na
świat nie wiązało się już z takimi emocjami i, że się wypukałam z wszelkich
inspiracji. A toż to nieprawda.
Przyszedł piękny czas w moim życiu, kiedy to w sferze
rodzinnej jestem cudownie spełniona.
Moja córa obdarzyła nas wielkim szczęściem
całą swoją cudowną istotką.
Człowiek jak ma jedno dziecko ma wrażenie, że nie jest możliwością wcisnąć jeszcze w swój codzienny bezlitosny zegar czas w którym będzie się go obdarowywało kolejne dziecko. Ale potem okazuję się, że wszystko przecież można zorganizować. Że trzeba to zrobić. Twoje dni lecą wtedy jak na przyspieszonym filmie.
Człowiek jak ma jedno dziecko ma wrażenie, że nie jest możliwością wcisnąć jeszcze w swój codzienny bezlitosny zegar czas w którym będzie się go obdarowywało kolejne dziecko. Ale potem okazuję się, że wszystko przecież można zorganizować. Że trzeba to zrobić. Twoje dni lecą wtedy jak na przyspieszonym filmie.
Budzę się rano i patrzę jak moja córa jest już
wielka. Jej nóżki sięgają mi coraz dalej i dalej. Rysuje się przez codzienność czysta rodzicielska ambiwalentność. Z jeden strony niczego się tak nie pragnie jak tego, by latorośle się bardziej usamodzielniły i dały nam rodzicom złapać oddech. Ale wrzeszczeć się chce, bo te chwilę tak szybko uciekają i chociaż staramy się w pamięci te chwile zakopać na zawsze to nasza ludzka pamięć bywa awaryjna.
Zanim moja Elwi się urodziła moje otoczenie nas oszukiwało
karmiąc tekstami, że jedno dziecko jest inne od drugiego. No i jest, ale w
kwestii jakiej najbardziej nam zależało czyli ilości godzin jakie będzie
przesypiało jest bezlitosne.
U moich dzieci w żyłach płynie kofeina, im mniej
śpią tym lepiej żyją.
Mała ciągle walczy i próbuje pokazać, że ona nawet w
dzień nie potrzebuje strzelić sobie drzemki. Nawet jeśli udaje się mi wygrać i
odpływa to wtedy głowa już śpi ale to małe ciało ciągle walczy. Jeszcze ręce
szczypią, nogi kopią. Babka jest naprawdę zatwardziała.
Oprócz tego, że jest twarda jest i szybka. Trzymając ją na
rękach zamaszyście przebiera rękami i nogami jakby miała być w każdej chwili
przygotowana, że ją wypuścisz a ona musi zalewitować i utrzymać się w
powietrzu.
Nie potrafi pogodzić się z tym, że w jej przypadku moda i
trendy wyznacza fakt, że wbiła się w kolejny rozmiar ubranek dlatego noc to dla
niej wieczna wyżerka. W pełni świadoma, że mleko to nie placebo. Jeżeli nie
słychać odgłosów : guul, guuul guuuuul to znaczy, że noc dobiegła końca.
A ja po nocy czyję się jak wysuszona gazela.
Ale cieszę się jak wariatka, że mam swoją córę, bo wiem, że
plecie się między nami cudowna więź. Myślę, że dziewczynki mają trochę pod
górkę w ówczesnym świecie. Muszą się zmierzać z naciskiem z różnych stron
środowiska, czy też mediów aby wyglądały jak kopia jakieś „doskonałości” na
którą każda ma się wzorować. Trochę przez to zatracając swoją własną tożsamość.
Dlatego potrzebna jest siła i wiara w siebie. Świadomość, że jest się jedyną i
niepowtarzalną istotą z pewnym splotem różnych umiejętności i predyspozycji do
wykonywania fantastycznych rzeczy w życiu. W którym przecież nie chodzi o to
aby codziennie podpinać się pod gloryfikowaną przez społeczeństwo osobę. Każdej
z nas kobieca intuicja podpowiada przez które ścieżki w życiu warto przejść, a
które warto omijać. Nie zaguszajmy głosu z serca, bo dźwięk ten słyszy nasze
dziecko, a to już pierwszy krok w podróży do pełni szczęśliwego życia.



