Dookoła niego z każdej strony wyrasta las, wyłaniają się prowadzące donikąd wąskie polne ścieżki i pachnące łąki.
Wszędzie słychać śpiew ptaków lub stukot dzięcioła.
Przed domem na środku podwórka rośnie ogromny, stary kasztan.
Pod nim ustawiona pomalowana na brązowo ławka.
Drzewo to mocno zakorzeniło się przez lata z naszą rodziną.
Jego konary wyhuśtały wszystkie dzieci w rodzinie.
Wysłuchały tysiące rozmów i zwierzeń.
Dawały schronienie w upalne lato.
Przyjmowało każdego kto chciał ukoić łzę i zakrywało swoim potężnym pniem, tak by nikt nie zdołał zauważyć niczego.
Cieszył się z momentów jak rodzina zjeżdżała się i świętowała pod jego ramionami.
Dotknięty przez zarazę, potrzaskany przez pioruny.
Odbijał się i w sile rośnie pięknie służąc nam do dnia dzisiejszego.
Pozostanie dla mnie zawsze symbolem wieczności i odradzania się na nowo.
Dokładnie tak jak z naszym życiem.
Gdy trochę los nas pokruszy na kawałki.
Zbieramy je i składamy na nowo, by w całości dalej przez nie iść.
Jest niedziela.
Wjeżdżam z synem na podwórko.
Wychodzę z samochodu.
Na schodach wita nas już wujek z gościnnym i radosnym uśmiechem.
Krzycząc coś powitalnie wraca do domu po Nią.
Wychodzi z radosnymi oczami Ona.
Moja Babcia.
Człowiek dusza.
O sercu potrzaskanym przez życie i przez nas samych trochę też.
Ale miłość i ciepłe serce czuje od niej każdy na własnym sercu.
Jej życie można byłoby zapisać w tonach książek.
Jedna z najważniejszych osób w moim życiu.
Która nieświadomie wpływa na kształt mojego charakteru w sposób prosty i bardzo piękny.
Najlepszy nauczyciel empatii i wychodzenia z ciężkich momentów z życia z głową w górze.
Marcyś zaczyna gonić za kotem, który sam nie wie czy uciekać czy dać się wytarmosić.
Idziemy na spacer, bo babcia mówi, że niedaleko na łące są konie.
A widok ich jest równoznaczny z nieokiełznaną radością u syna.
I tak maszerujemy, a ja wdycham inne powietrze.
Powietrze, które wypełniało całe moje dzieciństwo tym miejscem.
Dla mnie bardzo sentymentalnym.
Nie było wakacji, ani ferii bez tego miejsca.
Przepełniona moja głowa jest kolorowymi obrazami z dzieciństwa.
Widzę jak dziś obraz na którym babcia z pieca chleb gorący wyjmuje.
Jak przynosi nam mleko, a my zbieramy się wszyscy dookoła wiadra i wybieramy pianę palcami.
Jak skaczemy po sianie w stodole z najwyższej belki.
Radość w kuligu jak wywalały się sanki.
Czy pakowanie przez babcie po raz setny siana do worka, bo przecież znowu się na jakimś korzeniu rozerwał.
A babcia nie narzekała tylko szukała worków na górkę z której potem z nami zjeżdżała.
Jak wchodzę do dziadka, który robił coś z drewna a wieczne pytanie " Dziadek a, co to będzie"
" a Agniesiu drzwi do lasu, żeby ludzie grzybów nie kradli"
I rozmyślałam później w którym lesie dziadek te drzwi założy.
Babcie, która robiła nam lalki z długiej trawy, a my wszystkie siadałyśmy wokół niej.
I ona tak wszystko z niczego potrafiła zrobić.
A na końcu zawsze był wielki efekt wow.
I opowiadała o życiu jak dawniej wyglądało.
Zdanie, że nikt pracowity (robotny w oryginalnym powiedzeniu) się nie rodzi tylko trochę chęci wystarczy.
Powinien, chyba każdy na ścianie sobie powiesić, co wykręca się od pracy mówiąc, że z natury człowiekiem leniwym jest.
Tyle obrazów mam w głowie.
Tyle naprawdę fajnych wspomnień.
Bardzo często z lat, które były tak dawno, że nie mają prawa się w głowie tak długo zachować.
Pamiętam jak byłam bardzo malutka i poszłyśmy z babcią już do chorej prababci.
Jej drewniany dom, podłogę z desek.
Niebieskie ściany i biały kredens w kuchni.
I smak kaszy manny, którą u niej jadłam.
Niesamowite jest to, że jako dziecko ma się tak wszystkie zmysły wyostrzone, że pamięta się smak, zapach tamtych czasów.
Bardzo doceniam to, że w życiu okres dzieciństwa był u mnie w pełni beztroski i udany.
To wielkie szczęście.
I zasługa mojej rodziny.
Każdy z rodziców chce podarować swojemu dziecku beztroskie dzieciństwo, bo potem życie już nie zawsze bywa nam takie przychylne.
Nie wiem jakie moje dziecko będzie miało wspomnienia.
Zupełnie inne, bo czasy już nie te same.
Nie wiem kogo będzie wspominał i co, ważne by dobrze.
Jak przy odświeżaniu wspomnień będzie pojawiał się u niego uśmiech na twarzy to jest to dla nas ogromny sukces.
A teraz
Chwilo trwaj..
Tutaj babcia przechodziła kurs fotograficzny, jak widać szybko się uczy. Nie zdążyłam mrugnąć powieką, a ona wypstrykała już 3 foty.
Tutaj nawet dostałam rozkaz ustawienia się przy krzaku, żeby wszystkie nie były takie same. Moja zdolniacha!